środa, czerwca 27

inna bajka z innej... bajki

szalone - i nie tylko - pomysly na gubienie tluszczu niepostrzezenie i prawie bezbolesnie (ew. jego nie-zyskiwanie, ew.2 poprawienie kondycji):
- jesc o tycinke mniej niz do syta
- jesc wolniej, przestac jak tylko poczuje sie (mozna sie zmacac, conie), ze zoladek sie wypelnil
- zastapic bialy chleb czarnym
- smarowac chleb ciensza warstwa masla
- w ogole wszelakie plastry szynek czy serow oraz kromki chleba kroic ciensze
- chodzic zawsze szybszym krokiem
- nie dac sie nabrac na produkty 'light" - to jak z papierosami, mysli sie o nich, ze sa slabsze czy cos i w efekcie pali sie duzo wiecej
- pamietac, ze alkohol tez ma kalorie - na bibach ALBO jesc, ALBO pic (piwo czy drink + czpisy = mieszanka zabojcza, wiec zakazana)
- jak gdzies da sie dojsc piechota, to isc, nie jechac
- codziennie przez 10-15 minut sobie pocwiczyc (ale to w zasadzie dla endorfin, nie sylwetki :P)
- jesli sie siedzi/stoi gdzies nieruchomo to napinac miesnie rozne (stawac na palcach itp.)
- dluzej spac (nie wiadomo, czemu to dziala, moze chodzi o to, ze jest mniej czasu na jedzenie?)
- zawsze jesc sniadanie, jak juz z czegos rezygnowac - to z kolacji (naprawde DA SIE zasnac na glodnego)
- isc do dalszego, ale tanszego ksero ;)
- nie jesc, jak sie ma ochote przegryzc cos "nie w pore" - w zamian napic sie wody
- jak wciaz ma sie gloda, a nie jest pora posilkowa - zjesc przegryzak niskokaloryczny typu seler naciowy (kochac go! jak sie je seler to sie zuzywa wiecej kalorii niz on ma), albo jakies inne surowe warzywo (np. marchew) lub owoc (jablko polecane)
- zuc gume (ale nie dluzej niz 15 min. na raz - bo mozna se szczeke uszkodzic)
- zmienic proporcje zjadanych czesci posilku - mniej miesa, duzo wiecej salatki (bez smietany ani majonezu)
- nie dodawac smietany do jedzenia, jak juz koniecznie cos trzeba to jogurt
- jesc salatki BEZ sosow
- trzymac rzeczy w roznych pomieszczeniach tak zeby ciagle musiec po cos chodzic
- ubierac sie troche za cienko - wtedy sie wiecej kalorii spali na ogrzanie ciala; tego samego powodu spac pod kocem, albo nawet bez przykrycia, przy otwartym oknie
- zamiast slodyczy jesc owoce (tez sa cukrowe i smaczne)
- wcale nie jesc tzw. fast foodow
- mniej slodzic napoje (albo nawet wcale)
- po schodach - biegac (i wybierac je a nie winde/ruchome schody)
- czesto robic gruntowne porzadki (np. odkurzanie jest fajne oraz podwyzsza cisnienie duzo lepiej niz kawa) i rozne tam prace domowe typu wieszanie prania
- chodzic podczas gadania przez telefon
- jesc rzeczy o duzej objetosci i stsunkowo malej kalorycznosci (np. napchac sie arbuzem :P)
- wychodzic troche za pozno na autobus i do niego biec
- jak sie jest na jakiejs zabawie (np. koncert, potancowka) - maksymalnie sie wczuc i zmeczyc :P
- nie dosalac (sol zatrzymuje wode, a to zwieksza mase) - bo sol jest wszedzie, nawet w chlebie
- piec zamiast smazyc
- gotowac zamiast piec
- zupe rosol zastapic zupa jarzynowa
- zamiast tlustego mieska zjesc tlusta rybke (omega-3 i te sprawy)
- w autobusie zawsze stac
- czesto tanczyc w domu ;)
- chodzic (!) na zakupy do oddalonego hipermarketu (ach te kilometry w nogach)
- czestowac ludzi tym, co sie je (zawsze o ten jeden kes mniej sie spozyje)
- jesc cos, co nie smakuje (np. jak sie nie lubi szpinaku, to go przyrzadzac czesto - sie odechce jesc :P)
- nie jesc po 18 (jesli dlugo sie funkcjonuje, to mozna przesunac ten czas o godzinke), dobry sposob - nie jesc po umyciu zebow (myc wczesnie)
- smiac sie duzo i intensywnie
- nie klasc sie zaraz po jedzeniu (to porada dot. trawienia raczej :))
- wykonywac sporo zbednych ruchow (chodzenie w podskokach, machanie rekami itp.)
- tip: wierzyc centymetrowi a nie kilogramowi (jak wiadomo, gubic kg mozna poprzez pozbywanie sie wody, miesni, tluszczu... kulturysci waza duzo, a nie maja zbednego tluszczyku, conie?)

Brak komentarzy: